Wędkarstwo spinningowe

Szybki i dynamiczny, precyzyjny i mobilny, nieprzewidywalny i emocjonujący. Spinning to metoda po którą sięgam najczęściej i to właśnie z uwagi na przedstawione powyżej cechy. Uwielbiam pokonywać kilometry w poszukiwaniu ryb, przecierając się przez nadwiślańskie zarośla i mokradła szukając miejscówki do której inni wędkarze zaglądają tyko z przeciwległego brzegu. Właśnie możliwość podróżowania z wędka brzegami rzeki jest czymś co cenie sobie w wędkarstwie spinningowym najbardziej i za co uwielbiam tę metodę. Dzięki temu jestem w stanie zaznajomić się z ogromnym obszarem łowiska, które nierzadko w rzekach zmienia się diametralnie nawet w ciągu jednego roku. Taka wiedza pozyskana w pierwszej części sezonu niewątpliwie zaowocuje  jesienią kiedy to „spinningowanie” staje się bardziej wyspecjalizowane pod kątem poławianych gatunków jak również podczas łowienia innymi metodami.

Plecak z niezbędnym w zależności od pory roku wyposażeniem, uniwersalny kijek wraz ze średniej wielkości kołowrotkiem, kilka pudełek z różnorodnymi przynętami i jestem mniej więcej gotowy na każde wyzwanie jakie rzuci mi rzeka. Właśnie w taki sposób staram się łowić większą część sezonu. Nie ukrywam, ze szybka,  czuła sandaczówka pozwoli wyczuć nawet najdelikatniejsze „puknięcie”, a  kij którym „można podnieść krzesło” jest wręcz niezbędny by wygrać  walkę z przyklejonym do dna ogromnym sumem. Ja jednak cenie sobie uniwersalizm, a na wyprawy ruszam rzadko polując na konkretny gatunek. Moje podejście to raczej idź nad rzekę zobacz co „w trawie piszczy” i wykorzystaj okazje, które przyniesie dzień. Dawno już zrezygnowałem z uganiania się za rekordami, wole jak po prostu się dzieje. Taka taktyka pozwala na dostosowanie się do różnorodnych warunków panujących na łowisku, a tym samym złowić okonia, klenia i bolenia na jednej wędkarskiej wyprawie. Oczywiście mam świadomość, że  odpowiedni sprzęt może znacząco zwiększyć naszą skuteczność, pamiętajmy jednak ze to nie wędka łowi ryby. Jeśli dobrze odczytamy znaki jakie daje nam przyroda oraz uda nam się pozostać niezauważonym,  lub też po prostu los puści nam w danym dniu oczko to prędzej czy później będzie nam dane stoczyć pojedynek  z medalową rybą. 

W doborze przynęty również stawiam na uniwersalność dlatego przynętą nr. jeden na rzekę zwłaszcza w cieplejszych okresach jest srebra obrotówka w rozmiarze 1 czyli po prostu imitacja uklei. Rozpiętość gankowa i wielkościowa ryb poławianych ta przynętą w ciągu jednej wyprawy potrafi być powalająca.  Jesienią jak już wspomniałem wcześniej sytuacja wgląda już inaczej i chcąc nie chcąc „moje spinningowanie” przechodzi w formę bardziej wyspecjalizowaną, co wcale nie znaczy, że nie biegam dalej po krzakach z uniwersalnym kijkiem. Znaczy to tyle, że więcej „tasuję” przynętami a daną miejscówkę obławiam pod katem konkretnych ganków.   

Niezależnie od pory roku, sprzętu czy poławianych gatunków dla mnie spinning zawsze był, jest i będzie pretekstem żeby pospacerować po krzakach i spędzić dzień obcując niestety z coraz rzadszą dziką przyrodą. Takie spinningowanie lubię najbardziej. To jest moje „MyFishing”. Dla mnie o to w tym wszystkim chodzi.

WPISY