Dawno już minęły czasy w których, aby móc łowić ryby dużą część naszego wędkarskiego wyposażenia musieliśmy wykonać własnoręcznie. Opowieści o wędziskach z leszczyny czy błystkach wahadłowych zrobionych z łyżki do zupy odchodzą powoli w zapomnienie. W XXI szerzący się na masowa skale konsumpcjonizm nie ominął także naszej pasji, a rynek asortymentu wędkarskiego stał się potężną gałęzią przemysłu oferując wędkarzom wszystko, a nawet więcej niż potrzebne do skutecznego i komfortowego wędkowania. Dzisiejszy wędkarski świat jest pełen nowoczesnych technologii iście z kosmosu, a duża część naszego ekwipunku do niczego nam się nie przyda jeśli nie weźmiemy ze sobą baterii i akumulatorów.  Producenci sprzętu dosłownie zalewają nas swoimi produktami oferując asortyment dostępny zarówno dla wybranych  „Rockefellerów” jak i typowego Pana Miecia robiącego swoje wędkarskie zakupy na bazarku, u swojego kolegi Pana Edzia. Jeśli dodać do tego rozwój sprzedaży internetowej oraz przesyłek międzynarodowych zyskujemy nieograniczony dostęp do sprzętu i przynęt z całego świata. Wydawać by się mogło, że w takim świecie wędkarskie rękodzieło to tylko archaiczna pozostałość czegoś co już nie wróci. Nic bardziej mylnego! W świecie gdzie wszystko można kupić, a w pudełku niema każdego spinningisty znajduje się cannibal od Savage Gear, hand made przeżywa swój wielki renesans! Wpływ na to ma wiele czynników miedzy innymi wspomniany wcześniej rozwój technologiczny – odlewanie gum według własnego projektu odbywa się dzisiaj w domowym zaciszu, natomiast dostępne w sklepach internetowych elementy pozwolą nam zbudować własne unikatowe wędzisko. Żyjemy w świecie w którym praktycznie każdy dom dekoruje IKEA , a spora cześć społeczeństwa zatraciła jakakolwiek indywidualność. Nic więc dziwnego, że chociaż przynęty chcielibyśmy mieć wyjątkowe,ponad to wiele dobrej klasy przynęt kosztuje cholernie dużo. Koszmar o zerwanym w pierwszym rzucie woblerze za kilkadziesiąt złotych spędza sen z powiek niejednemu z nas. Wędkarze to gadżeciarze, majsterkowicze i kombinatorzy o niezwyklej pomysłowości, dążący do doskonałości zarówno w kwestii samego łowienia ryb jak również dostosowywania swojego ekwipunku. Według mnie jest to jedna z najbardziej pociągających cech wędkarstwa samego w sobie – ciągła nauka, zgłębianie czegoś co w gruncie rzeczy jest nie do zgłębienia. Niezliczona rzesza rękodzielników poświęca wiele lat na doskonalenie swoich przynęt tworząc w końcu „białe kruki”, które są tak dobre, że niemal idealne, a przynajmniej doskonale spełniają potrzeby przede wszystkim swoich twórców, ale też wielu innych wędkarzy. Sam posłałem dziesiątki swoich prac do śmietnika zanim w końcu udało mi się obciążyć wobler w taki sposób by pracował dokładnie jak chciałem. Co robimy kiedy sezon się kończy? Czekamy na następny, miło jest wtedy czymś zapełnić zimowe wieczory. Wielu z nas posiada artystyczną duszę i głowę pełną pomysłów, dobrze jest więc od czasu do czasu upuścić trochę tej twórczej pary, by przy okazji zrobić miejsce na nowe projekty. Trzeba mieć przecież coś do roboty następnej zimy. Wędkarstwo to układanka, której elementy składowe pochodzą z najróżniejszych dziedzin. Dla mnie Hand made stanowi tajemny składnik, brakujący element wędkarskich puzzli, który może się wydawać niewiele zmienia bo i bez niego poradzimy sobie z tą układanką. Gdy jednak dorzucimy ten ostatni klocuszek nasze hobby zyska zupełnie nową, pełniejszą perspektywę, a złowienie rekordowego okazu na własnoręcznie wykonana przynętą zapewni ogromną satysfakcje, przyniesie dumę która znana jest tylko wędkarzom wykonującym swoje własne przynęty. Dzieła „hand made – owców” często nie są piękne, często nawet nie są łowne, ale bez wątpienia mają swoją duszę, cząstkę duszy wędkarza-rzemieślnika, który podsycany naszą swoją pasją spędził wiele godzin doskonaląc swoje umiejętności, dłubiąc i kręcąc, lakierując i malując by stworzyć kolejne mini dzieło sztuki.