Wędkarstwo muchowe

Najbardziej finezyjna ze wszystkich wędkarskich metod, gdzie najmniejszy szczegół może zadecydować o sukcesie lub porażce. Metoda, która już przy pierwszym spotkaniu zmienia spojrzenie na wędkarskie rzemiosło. Metoda, w której techniki rzutu stanowią odrębna dziedzinę, a opanowanie ich jest nie lada wyzwaniem.  W moim odczuciu muszkarstwo daje również najwięcej wędkarskiej satysfakcji -nic nie może się równać z widokiem wielkiej zakończonej kufą paszczy wynurzającej się ku powierzchni by pożreć własnoręcznie przez nas wykonaną sucha muchę, a hol wędziskiem 3 lub 4 klasy w szybkim nurcie i pięknych okolicznościach przyrody pozwala nawet niewielkiemu przeciwnikowi na długo zapisać się w naszej pamięci.
Współczesne metody połowu stały się niezwykle wszechstronne zacierając tym samym wyraźne niegdyś miedzy nimi granice.  Wszechstronność ta pozwoliła na przykład spinningistom poprzez zastosowanie przynęt takich jak micro jigi wkroczyć na „wody” zarezerwowane niegdyś tylko dla wędkarskiej „elity”. Oczywiście działa to w obie strony, dzisiaj za pomocą sztucznych much możemy łowić piękne karpie, sumy, a nawet tuńczyki. Choć wędkarstwo muchowe bardzo wyewoluowało, a  współcześni muszkarze nie przypominają tych z  XIX wieczny ilustracji to jego podstawowe zasady pozostają niezmienne. „Match the Hatch” jako mówią nasi angielskojęzyczni koledzy, czyli użyj imitacji maksymalnie zbliżonej do jej żywego pierwowzoru i zaprezentuj przynętę w  jak najbardziej naturalny sposób. Te reguły gry nie zmienia się nigdy, choćbyśmy dysponowali najbardziej zaawansowanym sprzętem, a muchy prezentowali za pomocą dornów. Obserwacja wody czy zerkniecie pod zatopiony kamień w celu sprawdzenia potencjalnego menu ryb, będzie zawsze na czasie.

Spójrzmy na fly tying-  dziedzinę, która bez wątpienia stanowi dopełnienie muszkarstwa. W dzisiejszych czasach mamy do dyspozycji niezliczone ilości różnorodnych materiałów pozwalających  nam tworzyć najbardziej wymyślne oraz niezwykle realistyczne imitacje. Mimo to większość muszkarzy posiada w swoich pudełkach wzory, które swoimi korzeniami sięgają kilkuset lat wstecz. „Old schoole”, które ze względu na swoją prostotę budowy i wykonania powinny być tylko pamiątką po zamierzchłych czasach, a które są niezastąpione i potrafią „otworzyć” wydawałoby się bezrybną wodę.

Choć jestem otwarty na wszystkie wędkarskie nowości to w gruncie rzeczy postrzegam się jako tradycjonalistę, może właśnie dla tego w moim odczuciu muszkarswto jest i zawsze będzie powrotem do korzeni, ukłonem w stronę tradycji, kwintesencją wędkarskich ceremoniałów bez których nasza pasja straciła by wielka ze swojej magii.   

Niesamowita jest świadomość, że kilkaset lat temu, może stojąc dokładnie w tym samym miejscu czyjś prapradziadek główkował podobnie jak my, kierował się tymi samymi zasadami próbując przechytrzyć kapryśnego pstrąga.

Dla wielu z nas muszkarstwo jest ostatnim stopniem wędkarskiej ewolucji i choć sam uważam się raczej ze spinningistę, to jedno jest pewne – dopóki będę łowił ryby będę „machał”. No chyba, że wcześniej wykończy mnie łokieć tenisisty.  

WPISY